Archiwum dla ‘Aktualności’ Category
Polowanie na grubego dzika
Opublikowane przez tkomarewski w Aktualności 13 stycznia, 2014Tydzień wcześniej, rozwożąc bele z sianem po poletkach z kolegami: strażnikiem i łowczym M. Łapuciem, zauważyłem że są ślady byczka na Okrągłej Łączce. Pomyślałem – czas zapolować na dużego Byka.
Dziesiątego stycznia kolega J. Silwoniuk z koła “Rogacz” – byłego mojego koła macierzystego – namówił mnie żeby pojechać do Janowa i „wykonać plan łaniek i cielaków” – dwa cielaki i dwie łanie – w sam raz dla nas na zakończenie sezonu. Pojechaliśmy i jak zwykle bywa jeleni tam nie było, więc zostały nam sarny: kozy i koźlaki ,więc plan był taki jak w odstrzałach: po jednej kozie i koźlaku.
Z polowania wróciłem nad ranem i nie było czasu już iść spać, tylko praca na moich ulubionych małych zabawkach i jak zwykle dokarmianie. Standardowo objechałem nęciska. Zajechałem na Okrągłą Łączkę. Zobaczyłem, że jest ruch, więc posypałem kukurydzę, nie na nęcisku tylko pod trzciną w lewym rogu. Zważając na moją armatę .300 Win. Mag. pomyślałem, że to będzie dobra odległość w sam raz na strzał. Wracając do domu zajechałem wpisać się do książki. Zadzwoniłem do kolegi Z. Karwowskiego, on również po ciężkiej nocy miał ochotę pojechać i odpocząć, więc zapisałem go i zaproponowałem nawet koledze żeby usiadł na Okrągłej Łączce, ale nie skorzystał.
O godzinie 18 pojechałem na Okrągła Łączkę, byłem zmęczony i śpiący, więc pomyślałem sobie, ze dobrze byłoby dojść po cichu do ambony, wspiąć się na górę, posiedzieć w spokoju i odbyć standardową drzemkę. Los chciał jednak inaczej. Podchodząc do ambony zauważyłem, że jest tam jakaś duża czarna plama. Adrenalina wzrosła. Miałem ze sobą mój nowy nabytek – lornetkę, która bardzo dobrze się sprawiła w ciemnościach. Postura zwierzęcia wyglądała na dużego dzika. Podchodziłem dalej. Podszedłem do drabiny ale na ambonę nie wchodziłem, bo bałem się spłoszyć zwierza. Okazało się, że to odyniec. Sprawdziłem dalmierzem, że dzik znajduje się w odległości 93 m od drabiny ambony, a ja przez pomyłkę zabrałem .30-06 z czeskim półpłaszczem. Wycelowałem w komorę i padł strzał. Dzik ruszył. Słyszałem tylko łamiące się gałęzie i charczący głos dzika jak jakieś dzikiej BESTII. Bałem się sam sprawdzać. Ten przerażający odgłos dzika był jak ryk głodnego zwierza, który coś przełykał. Musiałem sięgnąć „po posiłki”. Zadzwoniłem po Deksa – jamnika myśliwskiego, który znajdzie wszystko i jego właściciela M.Łapucia.
Deks od razu podjął trop i po 20 m znalazł BESTIĘ!!!. Dzik leżał tak jakby zasnął. By wyciągnąć go z mokradeł musiałem ściągnąć po kolejne posiłki. Tym razem pojechałem po mojego tatę Józka. Przygoda jeszcze się nie zakończyła. Na koniec przy wyciąganiu martwy zwierz zaatakował mojego ojca – zaczepił szablą za spodnie i je rozerwał.
Zdjęcie dzika i oręż będą fajną pamiątką, a poszukiwanie jelenia zostaje… Darz Bór. Piotr Świrydowicz.
Plan saren wykonany…
Opublikowane przez tkomarewski w Aktualności 6 stycznia, 2014Promyki słońca, które o świcie nieoczekiwanie zajrzały do mojej sypialni sprawiły, że nie miałem żadnej wątpliwości jak spędzę dzisiejszy dzień. Co prawda pojawił się mały dylemat w którym kierunku wyruszyć, lecz mając do wyboru całą „Różę Wiatrów” oraz koło ratunkowe w postaci telefonu do przyjaciela, to tak naprawdę wyimaginowany problem rozkapryszonego myśliwego. Ostatnio dość intensywnie polowałem w Puszczy Białowieskiej oraz Augustowskiej więc pora na odwiedziny rewirów położonych na terenie macierzystego koła. Strabla o tej porze roku wygląda zwykle nieco inaczej, niż ta, którą miałem przyjemność obserwować z mostu nad Narwią. Zamiast grubej pokrywy śniegu na horyzoncie – jak malowana – ścieliła się złoto-zielona trawa, a w miejscu zazwyczaj skutej lodem rzeki, przez koryto przelewał się wartki nurt, podtapiając okoliczne łąki. A to wszystko w blasku – można by rzec – wiosennego słońca…Dla takich chwil warto żyć !
Jeszcze tylko wpis do książki pobytu w łowisku i polowanie rozpoczęte. Nie ukrywam, że tym razem miałem chrapkę na spotkanie z rudzielcem i w zasadzie temu podporządkowany był mój cały misterny plan. Do odstrzału pozostała także jedna koza więc i na ten gatunek zwierzyny, skory byłem zapolować. Przemieszczając się do właściwego rewiru spotkałem kilka rudli saren ale pora była dość wczesna więc moja energia i uwaga bardziej skupiona była na zlokalizowaniu lisa. Jednak zamiast niego wypatrzyłem kolegę Józka, który podobnie jak ja nie mógł usiedzieć w domu. Zamieniliśmy słówko po, którym zmuszony byłem zrewidować swoje zamiary. Okazało się bowiem, że prawdopodobieństwo spotkania mikity jest w zasadzie takie samo jak wygrana szóstki w lotka. To bezsprzecznie świetna informacja dla szaraków choć dla lisiarzy już znacznie mniej wesoła. Ale interes odradzającego się, po chudych latach, zająca jest w tym momencie zdecydowanie ważniejszy i to on koncentruje uwagę nie tylko myśliwych naszego koła ale i całego Polskiego Związku Łowieckiego. Mam głęboką nadzieję, że dożyję czasów kiedy stany zająca będą zbliżone do tych sprzed 20 lat !
Idąc miedzą zauważyłem rudel saren zalegający na oziminie. Odległość do celu była znaczna więc postanowiłem zbliżyć się na taką, która umożliwiłaby skuteczny strzał. Szybko postanowiłem, że najpierw spróbuję wykonać kilka fotek, a jeśli Św. Hubert pozwoli, w następnej kolejności skupię się na selekcji. Załączone zdjęcia dopowiedzą resztę….
Dziękując gospodarzowi za towarzystwo i gościnę melduję, że plan saren w obwodzie 252 został wykonany. Darz Bór. TK.
Gościnnie w Puszczy Augustowskiej
Opublikowane przez tkomarewski w Aktualności 29 grudnia, 2013Nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu to jeden z siedmiu grzechów głównych. Niestety święta Bożego Narodzenia z całą ich niepowtarzalną magią, sprzyjają łamaniu tej kościelnej zasady. Jak tu nie ulec pokusie, kiedy stół ugina się pod ciężarem niezliczonej ilości przeróżnych smakołyków. Objadanie się bez opamiętania potrawami, którym zazwyczaj daleko do tych ze sklepów ze zdrową żywnością w połączeniu z brakiem ruchu sprawia, że z każdym kolejnym kęsem jesteśmy zmuszeni do popuszczania pasa, a nasz brzuszek zaczyna przypominać bombkę ze świątecznej choinki. Dlatego też nie miałem żadnej wątpliwości z zaplanowaniem nadchodzącego weekendu. Może drobną rozterkę stanowił wybór na jaki rodzaj polowania się zdecydować. Mając jednak w pamięci zaproszenie złożone przez prezesa koła łowieckiego „Ryś” w Białymstoku, kol. Klemensa Dziermańskiego, postanowiłem skorzystać z tej uprzejmości i wziąć udział w polowaniu zbiorowym. Dotychczasowe wizyty w Puszczy Augustowskiej wspominam bardzo miło więc i tym razem nie miałem powodu sądzić, że będzie inaczej. Jak się jednak później okazało, niezaplanowanych emocji i wrażeń było ponad miarę…
W podróż do Rubcowa wyruszyłem z Karwosiem i Bodziem, a samochód marki Jeep Liberty 2.8 CRD wraz z dodatkowym wyposażeniem, starannie skompletowanym przez jego właściciela, gwarantował dotarcie do miejsc niedostępnych dla zwykłej „terenówki”. Jedyny postój na trasie do celu – poza uzupełnieniem paliwa i drobnymi zakupami – nastąpił tuż przed wjazdem do obwodu, na wysokości „Myśliwskiej Łączki”. To miejsce szczególne, ponieważ zgodnie z panującym obyczajem, każda osoba przybywająca z zamiarem polowania, jest obowiązana złożyć hołd Św. Hubertowi, w nadziei, że ten odwdzięczy się niezapomnianymi łowami. Zatem tradycji stała się zadość.
Do kwatery wpadliśmy jak po ogień. Któż bowiem usiedzi w miejscu, gdy za oknem przepiękna pogoda i okazja do spalenia nagromadzonych kalorii… Pomimo tego, że Józek przestrzegał przed wjazdem na grząskie łąki, rozciągające się w okolicy ” Świniego Borka”, to ten rewir wybraliśmy na wstępny rekonesans. Jakież było nasze zdumienie kiedy po przejechaniu 150 m – niezawodny jak do tej pory – Jeep stanął jak „wryty”, pomimo tego, że Bodzio wcale nie zaplanował przerwy na postój !!!. Po wyjściu z auta okazało się, że do sforsowania terenu, na który tak lekkomyślnie próbowaliśmy wjechać, bardziej nadawałaby się łódź, a do polowania – zamiast przygotowanej amunicji kulowej – ” czwórka” na kaczki. Miny, które pojawiły się na twarzy łowczego Walentego oraz mojej, były dalekie od tych sprzed chwili, nie mówiąc o myślach, które mieniły się wszystkimi odcieniami czerni !!! Tylko Bogdana o dziwo nie opuszczał dobry humor i pewność, że osprzęt, który znajduje się w samochodzie, rozwiąże tę niezaplanowaną przerwę w łowach. To co za chwilę wyjął na zewnątrz miało mieć swój skuteczny debiut. Tej nazwy nie zapomnę do końca życia i liczę, że już nigdy nie będę świadkiem współpracy mojego przyjaciela z tym niezwykłym urządzeniem !!!. Żeby nie zamęczyć Państwa zbyt długą opowieścią dodam tylko, że dzięki uprzejmości miejscowego myśliwego kolegi Mirka Puciłowskiego i przy wykorzystaniu jego ciągnika, udało się nam powrócić do domku. Z tej ekstremalnej przygody płynie jednak pewien morał ograniczonego zaufania do rzeczy martwych oraz własnych umiejętności…W zderzeniu z naturą często okazujemy się bezradni, zwłaszcza gdy zapominamy, że zamiast stalowego KIFORA, warto czasem użyć wyobraźni !!!. Następnym razem będziemy mądrzejsi, jak ten przysłowiowy Polak po szkodzie.
Polowanie zbiorowe, które odbyło się następnego dnia przebiegło bardzo sprawnie, a to dzięki profesjonalnemu prowadzącemu Alkowi Topolewskiemu, zdyscyplinowanym myśliwym oraz dobrze zorganizowanej nagance. Jak to zwykle bywa zwierzyna zaplanowana do ostrzału / łanie, cielaki, dziki oraz drapieżniki / okazała znacznie więcej sprytu niż jej prześladowcy. Dlatego też i pokot nie prezentował się zbyt okazale. Zaszczytu Króla Polowania dostąpił zaproszony gość w mojej skromnej osobie, którego medalem za pozyskanego lisa, uhonorował sam Prezes. Serdecznie pozdrawiam wszystkich uczestników łowów, dziękując za wyjątkową gościnność i wspaniałą atmosferę. Do siego roku…i kolejnego spotkania w kniei. Darz Bór. TK.
