Koło Łowieckie Boruta Koło Łowieckie Boruta |

Koło Łowieckie Boruta

Koło Łowieckie Boruta

Nocne dokarmianie

Opublikowany przez w Aktualności 7 lutego, 2021

Utrzymujące się ekstremalne warunki pogodowe wymuszają ekstremalne działanie…10 ton karmy zjechało do łowiska !

Szczególne podziękowania kieruję w stronę Wojtka i Krzyśka i nie muszę mówić dlaczego…!!! Równie szczególnie dziękuję łowczemu, bo to on nadaje rytm !

Andrzejowi i Jerzemu struga potu też popłynęła po plecach…Dzięki.

Tomek K. Darz Bór

Nie jesteśmy obojętni

Opublikowany przez w Aktualności 31 stycznia, 2021

Od dobrych kilku lat z prawdziwą zimą mogliśmy się zetknąć co najwyżej podczas oglądania rodzinnych albumów. Kiedy decydowaliśmy się na kulig, tradycyjne sanie zastępowała przysłowiowa „ fura na kołach”. Deszcz, który zwykle kojarzył się z jesienną szarugą, już od dłuższego czasu przestał słuchać meteorologów i mniej lub bardziej kropił w miesiącach, w których tradycyjnie winien prószyć śnieg. A kiedy ten wreszcie już spadł, wystarczało go na ulepienie kilku śnieżek… Przywykliśmy do tego, że w osłupienie wprawiał słupek rtęci, który spadał poniżej zera a przecież powinno być na odwrót.

W zasadzie to zdołaliśmy się już oswoić z faktem, że występujące anomalia – jak twierdzą eksperci – głównie wywołane globalnym ociepleniem, powoli stają się normą. Normą, która smuci i przygnębia, a to dlatego, że burzy przyrodniczo-klimatyczny ład. Doskonale wiemy, jakiego wysiłku i poświęcenia w tej chwili potrzeba, ażeby ten niszczący planetę „tajfun” zatrzymać.

Ci sami eksperci, którzy argumentowali, że w tej części świata zimy powoli odchodzą do lamusa, a gdy ewentualnie o sobie przypomną, to łagodnie i krótkotrwale, pewnie przecierają oczy ze zdumienia, widząc jakie czapy śniegu spowiły podlaski krajobraz.

Osobiście lubię zimę i nie przeszkadza mi ani siarczysty mróz ani nadmiar śniegu, i takich osób jak ja pewnie jest mnóstwo. Jednocześnie wiem, że w tych okolicznościach przyrody, nie wszystkim jest do śmiechu…Zwłaszcza tym, którym służby miejskie nie odśnieżą drogi do posesji, tym którym nikt nie ugotuje ciepłego posiłku, i wreszcie tym, które zdane tylko same na siebie, mogą nie dotrwać do wiosny ! Nie trudno zgadnąć, że mam na myśli dzikie zwierzęta, które właśnie teraz, unieruchomione w leśnych ostępach, czekają na pomoc człowieka. A nim – i mówię to z pełną świadomością – zwykle jest myśliwy, który wie, rozumie i czuje…, a jego troska nie wynika z obowiązku lecz z chęci i woli !

Kilkunastu myśliwych z „ Boruty” natychmiast zareagowało na apel zarządu koła i brnąc po kolana w śniegu, jak Mikołaj z workiem prezentów na plecach, docierało do miejsc, gdzie zapewne jeszcze tej nocy, jelenie i sarny oraz inni mieszkańcy lasu, pozbawieni dostępu do naturalnej bazy żerowej, będą mogli uzupełnić braki pokarmowe, by móc przetrwać ten ekstremalnie trudny czas.

Dziękuję kolegom za zaangażowanie i poświęcony czas. Wiem, że wykonana praca i poniesiony trud na pewno nie pójdą na marne…Darz Bór !

Tomek K.

Nic dwa razy

Opublikowany przez w Aktualności 12 listopada, 2020

Czas, w którym obecnie przyszło nam żyć, nazwałbym ponurym. Mam tu na myśli głównie pandemię koronawirusa i związane z nią obostrzenia, być może nieuchronną narodową kwarantannę i ludzkie tragedie każdego dnia. Formuła DDM / dystans, dezynfekcja i maseczka / oraz inne ograniczenia związane z codziennym funkcjonowaniem sprawiły, że wszelkie formy aktywności zostaliśmy zmuszeni zawiesić i trudno przewidzieć kiedy będziemy mogli do nich powrócić. Mówiąc wprost, życie zamarło !

Wyspą na morzu tego ogólnego nieszczęścia jest las, do którego póki co nie zakazano wstępu. A to oznacza, że w aktualnej rzeczywistości stanowi on odskocznię dla wszystkich zmęczonych szarą i coraz bardziej nieznośną codziennością. Z tej formy terapii korzystam regularnie i być może dzięki temu „jakoś się trzymam”.

Z uwagi na wymuszony brak życia towarzyskiego i tym samym brak jakichkolwiek wydarzeń, które zasługiwałyby na komentarz, moje pióro pokrył kurz. Wczorajszy wieczór sprawił jednak, że z nieukrywaną tęsknotą po nie sięgam i kreślę kilka słów…

W swoim wierszu Wisława Szymborska – zapewne na kanwie życiowego doświadczenia – pisze, że „Nic dwa razy się nie zdarza i nie zdarzy. Z tej przyczyny zrodziliśmy się bez wprawy i pomrzemy bez rutyny”.

Wybitna eseistka, w dalszej części utworu podąża tym samym tokiem myślenia, twierdząc między innymi, że „Żaden dzień się nie powtórzy, nie ma dwóch podobnych nocy, dwóch tych samych pocałunków, dwóch jednakich spojrzeń w oczy”.

I czyż nie ma racji ?!

Przekładając złote myśli poetki na język łowiecki można by rzec, że każdy wyjazd do łowiska jest inny, pomimo tego, że wielokrotnie odwiedzamy ten sam rewir, że poruszamy się ścieżkami wydeptanymi od lat, że zazwyczaj logujemy się na tej samej ulubionej ambonie, która przecież od lat stoi w tym samym miejscu. I pomimo tego, że polujemy na te same gatunki zwierząt, że używamy sprawdzonej broni i amunicji, że wiemy gdzie dokładnie należy lokować kulę, etc., to okoliczności, które prowadzą nas do łowieckiego celu, zawsze są inne, podobnie jak towarzyszące im emocje. I czyż prawdą nie jest, że rutyna niejednego nemroda zapędziła w kozi róg ! Ale może w tym cała uroda, że aby skosztować delicji, najpierw trzeba zadowolić się potrawą mniej wyrafinowaną lub w najgorszym wypadku zwyczajnie obejść się smakiem.

Każde polowanie to osobna historia, naładowana różną temperaturą wrzenia i emocjami, które siedzą w nas jak zadra za skórą lecz w tym przypadku z premedytacją pragniemy żeby tkwiła tam jak najdłużej. Z mniejszą lub większą częstotliwością zaglądamy zatem do kniei, z jednej strony w nadziei na kolejną niezapomnianą przygodę, a z drugiej z obawy o brak adrenaliny, który na dłuższą metę staje się nieznośny, że wszystkimi jego skutkami ubocznymi.

Wczorajsze łowy i główny ich bohater, którego za chwilę przedstawię, to kwintesencja polowania. To dowód na to, że raz na jakiś czas Św. Hubert zaprasza nas na ucztę i serwuje niezliczoną ilość dań i tak naprawdę każde podane z osobna byłoby wystarczające do napełnienia żołądka. Kumulacja zdarzeń zwieńczona trofeum, które wydawało się do tej pory osiągalne tylko dla nielicznych !!! A złożyły się na nią – podchód, chwile niepewności i zwątpienia, zasiadka, oczekiwanie, zmęczenie, nadzieja, wreszcie królewski finał i euforia. To tylko skróty myślowe, za którymi kryją się dwie i pół godziny starań, zwieńczonych najwartościowszym trofeum w 31-letniej karierze łowieckiej.

A oto i on !

PS

Serdeczne podziękowania kol. Tomkowi za pomoc w tym najmniej przyjemnym elemencie polowania.

Darz Bór. Tomek K.

Nasz adres

    Koło Łowieckie “Boruta” w Białymstoku

    15-101 Białystok, ul. Jurowiecka 33

    NIP 966 05 84 035

    Nr konta 84 1050 1953 1000 0090 3041 3091

    Wszelką korespondencję / wnioski, w tym o udostępnienie informacji publicznej, zapytania, etc. proszę kierować drogą pocztową.