Koło Łowieckie Boruta

Koło Łowieckie Boruta

Archiwum dla maj, 2016

O poranku…

Opublikowane przez w Aktualności 29 maja, 2016

Kolejny raz w poszukiwaniu rogacza i kolejny raz Nad Narwią. A dlaczego własnie tam ? Powód jest prozaiczny. Stary szydlarz żerujący w wysokiej trawie. Przeciwnik doświadczony, bardzo ostrożny, co chwilę znikający z oczu, by po chwili znów podnosić adrenalinę piekną rudą suknią. Wykorzystujący do perfekcji każdy nawet minimalny błąd myśliwego, skutkujący natychmiastową ucieczką z rejonu zagrożenia. Jednym słowem godny rywal…

Dzisiejszego poranka, po kilku wcześniejszych krótkich spotkaniach z „rogatym wyjadaczem”, byłem niemal pewien, że tym razem to ja będę górą. Strategia skrzętnie przemyślana nie mogła się nie powieść. W tym celu już o 3.30 stałem na skraju narwiańskich łąk i bacznie obserwowałem czy na horyzoncie nie ma mojego kolegi. Poza dwoma kozami i lisem czyhającym na gryzonie, na świeżo skoszonej trawie, nic nie zauważyłem. Ale do miejsca gdzie go regularnie widywałem pozostało jeszcze około 400 m. Zatem bardzo wolniutko, noga za nogą, pod osłoną ściany drzewostanu, przesuwałem się w jego kierunku, dosłowenie co 5 sekund sięgając po lornetkę. Musiałem to czynić całkiem nieźle, gdyż za sobą pozostawiłem kozę i niewytartego ze scypułu szpicaka. Kiedy niezauważony dotarłem do rewiru mojego przeciwnika zatrzymałem się na dłuższą chwilę. Rozstawiłem trójnóg, przygotowałem sztucer i w skupieniu oczekiwałem „ rudej plamy”, która miała zwieńczyć mój prawie godzinny podchód. W międzyczasie podziwiałem wschód słońca i delektowałem się tą przecudowną chwilą, nieznaną dla osób, którzy o tej porze zwykle śpią. Z anielskiego stanu gwałtownie wyrwała mnie sarna, która podniosła się z legowiska i zaczęła wolno odchodzić w głąb łąk. Choć serce ostro przyspieszyło, delikatnie przyłożyłem lornetkę do oczu i stwierdziłem, że to koza. Odkładając lornetkę w pierwotne położenie następna sarnia sylwetka wyrosła przede mną, podnosząc ciśnienie o co najmniej kilkadziesiąt „ oczek”. Zanim pomyślałem, że warto byłoby powtórzyć procedurę z lornetką, zwierz ruszył z kopyta w kierunku lasu. Chwyciłem za repetiera i w lunecie potwierdziłem, że to „ mój szydlarz”. Będąc cały czas w jego torze ruchu, miałem jeszcze nadzieję, że może przed lasem zatrzyma się choć na sekundę, co często zdarza się w podobnych sytuacjach. Jednak tym razem – jak w powiedzeniu – nadzieja okazała się matką głupich…Cały misterny plan runął w jednej chwili. Pozostał niedosyt. A było tak blisko…

Na zegarku 4.40 więc jeszcze dobre 3 godziny łowów. Postanowiłem pokręcić się jeszcze chwilę w rewirze ale w zasadzie nie liczyłem już na żadne interesujące spotkanie. Udało mi się co prawda podejść i sfotografować kolejnego szpicaka w scypule, ale z tyłu głowy ciągle miałem rogacza, który znów okazał się sprytniejszy.

W książce ewidencji pobytu w łowisku zmieniłem rewir bo ten pierwotnie zajęty nie był już dla mnie w tym dniu atrakcyjny. Przemieszczając się w kierunku Mieszuk zauważyłem „terenówki” kolegów myśliwych, a że wcześniej słyszałem strzał wykonałem telefon do Piotrka Naumczuka. Oznajmił mi, że Andrzej Siemieniako strzelał do kozła, który zaznaczył… lecz nie zwalił się w ogniu. Zaproponowałem żeby spróbowali wspomóc się Milą łowczego, która ostatnimi czasy czyni bardzo duże postępy. Ja tymczasem zmieniłem bieg na wyższy aby jak najszybciej dotrzeć na miejsce przerwanego polowania. Przejeżdżając obok świeżych zrębów dostrzegłem sarnę stojącą w paprociach. Odjechałem nie dalej jak 100 m i na poboczu pozostawiłem auto. Energicznym krokiem zbliżyłem się do miejsca, które warunkowało pewny strzał, lornetka do oka, a w niej „ szóstak”. A niech to…Może jestem już trochę zmanierowany ale jeśli szóstak to tylko medalowy !. W przeciwnym razie zdecydowanie bardziej wolę inną formę parostków. Spojarzałem na niego jeszcze raz, w zasadzie tylko po to żeby się z nim pożegnać i dostrzegłem na prawej tyce widlicę. Chwila rozterki. Strzelać czy może jeszcze raz spróbować zapolować na szydlarza. Widocznie Św. Hubert tak to zaplanował i trzeba skorzystać z jego podarunku. Dokładnie przymierzyłem i polowanie zakończone sukcesem.

W powrotnej drodze zajechałałem jeszcze do kolegów by dowiedzieć się czy udało im się podnieść sfarbowanego rogacza. Gończy potwierdził swoje wysokie kwalifikacje i po około 250 m od miejsca strzału – ku uciesze zaniepokojonego strzelca – siedział już przy koźle. I kolejny rogacz do planu… A mi przypadła w udziale chwila, którą bardzo lubię – dekoracja złomem.

I tak piękny poranek zakończył się równie pięknym pokotem…Darz Bór. T.K.

To się nazywa otwarcie sezonu…

Opublikowane przez w Aktualności 23 maja, 2016

Wczorajszego wieczoru Św. Hubert podarował koledze łowczemu pięknego rogacza. Waga tuszy na skupie – 22 kg. To pierwszy myłkus w jego karierze i oby nie ostatni…

Zatem sezon na rogacze został otwarty w imponującym stylu. Jeszcze raz gratuluję…Pozostałym kolegom życzę równie ciekawych okazów.

Darz Bór. T.K.

II czyn myśliwski

Opublikowane przez w Aktualności 22 maja, 2016

21 maja br. odbył się II czyn myśliwski. Ku uciesze kolegi łowczego aż 19 myśliwych / w tym 2 gości i stażysta/ zameldowało się na zbiórce w obwodzie 252. Tym razem plan prac gospodarczych zakładał budowę kilku przenośnych zwyżek oraz naprawę ambon w rewirach: Nad Narwią i Szopa. W tym celu kolega Józek podzielił myśliwych na 3 silne grupy, które po przygotowanym przez szefową kuchni Danusię posiłku, zabrały się do realizacji wskazanych zadań.

Dzięki zaangażowaniu i ciężkiej pracy kolegów myśliwych:

– wykonano 3 przenośne zwyżki, z których jedną zakonserwowano impregnatem i zainstalowano w rewirze Nad Narwią,

– w rewirze Szopa wzmocniono konstrukcję ambony oraz wymieniono w niej drabinę, a w miejsce zniszczonej zwyżki stacjonarnej zbudowano nową,

– w rewirze Nad Narwią wzmocniono 2 ambony i wymieniono w nich drabiny,

– w rewirze Kopanki uprzątnięto zniszczoną ambonę.

Około godz. 16.00 wszyscy zasiedli do stołu, na którym pojawiło się wiele „ pyszności”. Poza zapowiedzianym wcześniej „ kociołkiem” , można było delektować się także przepysznym wołowym gulaszem oraz babką ziemniaczną. A do tego wszystkiego małosolne ogóreczki…Nie zabrakło także znakomitych drożdżowych bułeczek nadziewanych serem lub marmoladą. I tak Europę można doganiać…

Po zregenerowaniu sił kilku kolegów myśliwych postanowiło rozpocząć sezon polowań na rogacze. Ale nie od razu Rzym zbudowano…więc na sukcesy trzeba będzie jeszcze trochę poczekać. Tylko koledze Marcinowi Św. Hubert poszczęścił i na otarcie łez podarował dzika. Zatem moje gratulacje…

Serdecznie dziękuję wszystkim kolegom za ciężką i solidną pracę. Szczególne podziekowania kieruję w stronę kolegi Józka, który po raz kolejny pokazał jak wygląda dobra organizacja pracy i jakie są później tego efekty. Dziękuję także Danusi, która od strony kulinarnej nie ma sobie równych…Życząc kolegom myśliwym wielu sukcesów łowieckich już teraz zapraszam na kolejny czyn, który odbędzie się w ob. 181 – 11 czerwca, zbiórka o godz. 9.00 w Krasnym Lesie.

Darz Bór. T.K.        

Nasz adres

    Koło Łowieckie “Boruta” w Białymstoku

    15-101 Białystok, ul. Jurowiecka 33

    NIP 966 05 84 035

    Nr konta 84 1050 1953 1000 0090 3041 3091

    Wszelką korespondencję / wnioski, w tym o udostępnienie informacji publicznej, zapytania, etc. proszę kierować drogą pocztową.