Koło Łowieckie Boruta

Nic dwa razy

Opublikowane przez w Aktualności Listopad 12, 2020

Czas, w którym obecnie przyszło nam żyć, nazwałbym ponurym. Mam tu na myśli głównie pandemię koronawirusa i związane z nią obostrzenia, być może nieuchronną narodową kwarantannę i ludzkie tragedie każdego dnia. Formuła DDM / dystans, dezynfekcja i maseczka / oraz inne ograniczenia związane z codziennym funkcjonowaniem sprawiły, że wszelkie formy aktywności zostaliśmy zmuszeni zawiesić i trudno przewidzieć kiedy będziemy mogli do nich powrócić. Mówiąc wprost, życie zamarło !

Wyspą na morzu tego ogólnego nieszczęścia jest las, do którego póki co nie zakazano wstępu. A to oznacza, że w aktualnej rzeczywistości stanowi on odskocznię dla wszystkich zmęczonych szarą i coraz bardziej nieznośną codziennością. Z tej formy terapii korzystam regularnie i być może dzięki temu „jakoś się trzymam”.

Z uwagi na wymuszony brak życia towarzyskiego i tym samym brak jakichkolwiek wydarzeń, które zasługiwałyby na komentarz, moje pióro pokrył kurz. Wczorajszy wieczór sprawił jednak, że z nieukrywaną tęsknotą po nie sięgam i kreślę kilka słów…

W swoim wierszu Wisława Szymborska – zapewne na kanwie życiowego doświadczenia – pisze, że „Nic dwa razy się nie zdarza i nie zdarzy. Z tej przyczyny zrodziliśmy się bez wprawy i pomrzemy bez rutyny”.

Wybitna eseistka, w dalszej części utworu podąża tym samym tokiem myślenia, twierdząc między innymi, że „Żaden dzień się nie powtórzy, nie ma dwóch podobnych nocy, dwóch tych samych pocałunków, dwóch jednakich spojrzeń w oczy”.

I czyż nie ma racji ?!

Przekładając złote myśli poetki na język łowiecki można by rzec, że każdy wyjazd do łowiska jest inny, pomimo tego, że wielokrotnie odwiedzamy ten sam rewir, że poruszamy się ścieżkami wydeptanymi od lat, że zazwyczaj logujemy się na tej samej ulubionej ambonie, która przecież od lat stoi w tym samym miejscu. I pomimo tego, że polujemy na te same gatunki zwierząt, że używamy sprawdzonej broni i amunicji, że wiemy gdzie dokładnie należy lokować kulę, etc., to okoliczności, które prowadzą nas do łowieckiego celu, zawsze są inne, podobnie jak towarzyszące im emocje. I czyż prawdą nie jest, że rutyna niejednego nemroda zapędziła w kozi róg ! Ale może w tym cała uroda, że aby skosztować delicji, najpierw trzeba zadowolić się potrawą mniej wyrafinowaną lub w najgorszym wypadku zwyczajnie obejść się smakiem.

Każde polowanie to osobna historia, naładowana różną temperaturą wrzenia i emocjami, które siedzą w nas jak zadra za skórą lecz w tym przypadku z premedytacją pragniemy żeby tkwiła tam jak najdłużej. Z mniejszą lub większą częstotliwością zaglądamy zatem do kniei, z jednej strony w nadziei na kolejną niezapomnianą przygodę, a z drugiej z obawy o brak adrenaliny, który na dłuższą metę staje się nieznośny, że wszystkimi jego skutkami ubocznymi.

Wczorajsze łowy i główny ich bohater, którego za chwilę przedstawię, to kwintesencja polowania. To dowód na to, że raz na jakiś czas Św. Hubert zaprasza nas na ucztę i serwuje niezliczoną ilość dań i tak naprawdę każde podane z osobna byłoby wystarczające do napełnienia żołądka. Kumulacja zdarzeń zwieńczona trofeum, które wydawało się do tej pory osiągalne tylko dla nielicznych !!! A złożyły się na nią – podchód, chwile niepewności i zwątpienia, zasiadka, oczekiwanie, zmęczenie, nadzieja, wreszcie królewski finał i euforia. To tylko skróty myślowe, za którymi kryją się dwie i pół godziny starań, zwieńczonych najwartościowszym trofeum w 31-letniej karierze łowieckiej.

A oto i on !

PS

Serdeczne podziękowania kol. Tomkowi za pomoc w tym najmniej przyjemnym elemencie polowania.

Darz Bór. Tomek K.

Komentowanie jest zamknięte.

Nasz adres

    Koło Łowieckie “Boruta” w Białymstoku

    15-101 Białystok, ul. Jurowiecka 33

    e-mail: kontakt@koloboruta.pl

    NIP 966 05 84 035

    Nr konta 84 1050 1953 1000 0090 3041 3091